Walerian i Sara zasnęli przytuleni do siebie. Obudziło ich głośne pukanie do drzwi. Maria je otoworzyła, w progu stał Aslan. Widać było, że musiał się bić, ledwo co trzymał się na nogach. Kobieta pomogła mu wejść do domu. Zaparzyła herbatę i podała. Usiadła naprzeciwko niego.
- Koszmarnie wyglądasz, boże.
- Wciąż lepiej niż Ty...
Oburzona dziewczyna prychnęła.
- No, no. Jeszcze kilka bitew, a będziesz wyglądał brzydziej niż ja! A tak na serio, co się tam takiego stało? - spojrzała na niego marszcząc brwi.
- Zorientowali się, że Walerian jest po drugiej stronie lustra pod imieniem Kai... Zaczęli go obserwować, a kiedy zauważyli, że zaprowadziłem go do jego domu chcieli wejść. Starałem się ich powstrzymać no i udało mi się. Wywiozłem ich z dala od tego miasta, ale prędzej czy później zorientują się, że on już o wszystkim wie...- westchnął - Nadchodzi wielka bitwa.
- Oh, akurat to zauważyłam... Mam dosyć tych patroli imperatora - codziennie sprawdza, czy nie mamy u siebie jakiś uciekinierów z posiadłości.
- Upierdliwi, jak zawsze z resztą... A jak tam ta dziewczyna, Sara?
- Dobrze, ale martwię się o nią. Zupełnie nic nie pamięta!
- Co?! Ale jak to się stało?!
-Walerian wspominał coś o tym, że zapieczętował jej wspomnienia gdzieś, gdzie nikt nie wpadnie na pomysł, gdzie mogą być.
- Cholera jasna, ale po co to zrobił? Przecież oni...
-Też mnie to zdziwiło. No ale cóż, niech robi co chce.
Westchnęła i spojrzała nerwowo na krwawiącą ranę z nogi Aslana.
-Cholera jasna, czemu nie powiedziałeś mi od razu, że jesteś ranny, tylko musiałeś usiąść i odczekać, aż krew przebarwi spodnie i dopiero wtedy zauważę?!
Zdenerwowana kobieta natychmiast poszła po apteczkę i założyła opatrunek na jego nodze.
W tym czasie Sara otworzyła oczy. Była przygnieciona Kaiem. Westchnęła i się zaczerwieniła. Starała się jakoś wyjść z jego objęcia nie budząc go, ale nie udało się jej tego zrobić. Spojrzał na nią zakłopotany i ją przeprosił. Oboje poszli do kuchni. Maria ich zauważyła, powiedziała, że zrobi im zaraz kanapki. Usieli przy stole wpatrując się w Aslana.
-Ej, weźcie przestańcie!
- No co się dziwisz? Tyle lat Cię nie widziałem...dopiero co odzyskuję wspomnienia!
- A to już nie moja wina. Ja tu cierpię, staram się umrzeć, a wy mi się przyglądacie! Weźcie.
- Zmieniłeś się.
-Taaak? Wiem, zrobiłem się ładnie....
- Chyba żartujesz! Wyglądasz gorzej, niż poprzednim razem.
-Oh, Ty to zawsze umiałeś pocieszyć... W każdym razie, Saro, jak się czujesz?
- Dobrze - wyszeptała cicho. Chciała wrócić do domu, do mamy, która pewnie się o nia zamartwiała. Tak bardzo czuła, że nie powinno tu jej być. Maria podała im właśnie kanapki.
Wzięła jedną do ust, Sara, i przełknęła kawałek. Była z serem, żółtym. Walerian wziął kęs po chwili. Spojrzała na Marię:
- Czy mogłabym jakoś stąd wrócić do domu?
Aslan spojrzał na nią.
- To ja tu się staram was ochronić, a Ty chcesz wracać? Pogorszysz tym samym tylko sytuację.
- Ale ja mam dosyć tego wszystkiego! Ja tutaj nie pasuję!
- Zamknijcie się! Pasujesz! W końcu jesteś osobą, która w przeszłości cały czas tutaj przychodziła i bawiłaś się ze mną! - wykrzyczał Walerian. Był wściekły na nią do tego stopnia, że wyszedł z kuchni do pokoju i zamknał się w nim trzaskając drzwiami.
- Ale..Uh! - dziewczyna też była na niego zła. - Już nie wiem o co tutaj chodzi!
- Myślę, że potrzebuje czasu zanim Ci o wszystkim opowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz